Ogród – to ukojenie. Miejsce, do którego przychodzę, by ukoić i wyciszyć skołatane serce. Miejsce, w którym zatrzymuję się w rozpędzonym biegu życia, by mieć siłę, by biec dalej. Miejsce podwójnej wędrówki, – w głąb siebie i w głąb świata. Miejsce, w którym mogę siebie ukryć, by móc pokazać siebie światu.

Czasami myślę, że ogród to ja. Towarzyszył mi, odkąd sięgam pamięcią. Wokół domu rodziców zawsze kwitły kwiaty, rosły drzewa, warzywa. Lubiłam się im przyglądać. Ciekawił mnie ich wzrost i zmiany, jakie zachodziły w ich wyglądzie z każdą porą roku. Fascynowało mnie, jak to się po prostu dzieje, że nagle jest sucha gałąź, która po kilku tygodniach obsypana jest pączkami, a z nich za jakiś czas rozwijają się liście i kwiaty. Dlatego z chęcią już od najmłodszych lat pracowałam w ogrodzie. Z czasem pytanie, jak to się po prostu dzieje, przestało być ważne, a praca przestała być pracą. Ogród stał się moją pasją. Ważna stała się obecność i troska.

Kwiaty, drzewa, krzewy to nie są tylko patyki czy badyle. Czuję ich ból, martwią mnie ich choroby, brak kwiatu na łodydze, zwiędłe liście. Szukam dla nich pomocy, chce być ich lekarzem, ale także przyjacielem. Potrafię się zachwycać ich pięknem, cieszyć oczy ich wyglądem, okazywać im wdzięczność. Zawsze ich nagradzam moimi staraniami, by było im dobrze. Miały odpowiednio nawilżone podłoże, odpowiednie nasłonecznienie, właściwy dla ich wzrostu kształt.

Chce, żeby wiedziały, że nie znalazły się w tym miejscu przypadkowo. Każdy kwiat, każdy krzew, każde drzewo ma twarz bliskiego mi człowieka. Moje rośliny są dla mnie podwójnie ważne, tak jak ludzie. Lubię siadać wśród nich z filiżanką kawy i czuć wokół siebie ich życzliwą, przyjacielską obecność.

Czasem życie moich ogrodowych przyjaciół zakłóci jakieś niespodziewane wydarzenie. A to wiewiórka wdrapie się na szczyt tui, bo w tym edenie jest jej zimowa spiżarnia, a to jeż przycupnie przy berberysach, a to z budki wyfrunie mała sikorka, a zza korony bzu wychyli się kolorowy czubek dudka, to szpak robi poranną toaletę i rozpryskuje wodę z poidełka

Ogród to życie duszy. Soczysta zieleń i feeria barw tulipanów wiosny – radość i entuzjazm. Zapach hiacyntów, żonkili czy krokusów  Obsypana bielą juka jak panna młoda czekająca na Oblubieńca i żółcień lilii, – lato, spokojna, pewna siebie dojrzałość. A po niej zmienność hibiskusów od bieli po amarant – jesień, zmienność i obawa przed pustką. Biel obrusu śniegu zakłóca gdzieniegdzie ciemna zieleń wawrzyńca wilcze łyko – zima, tylko pozorna stagnacja, tylko pozorne uśpienie.

Ogród to mój eden, gdzie piję kawę z moim przyjacielem, gdzie szeptam modlitwy i jestem w niebie.

Ogród to moje życie pisane kwiatami.

Ogród to myśleć, tworzyć, odkrywać. Barwy ogrodu – serce jak maj pachnący.